Rozdział prologowy

wtorek, 4 listopada 2014



Siedziałam na zatłoczonym lotnisku i czekałam na mój samolot. Byłam już po odprawie, lecz i tak trwało to długo, a mój wilk tracił powoli cierpliwość. I kiedy ktoś się zbliżał do wolnego obok mnie krzesełka, zaczynał groźniej powarkiwać, więc ludzie szybko się oddalali od nas. Po półgodzinie na nim usiadł mój brat i westchnął.
- Jeszcze trochę i będziemy mogli siedzieć w samolocie - wypalił nagle, patrząc gdzieś przez oszklone, wielkie szyby poczekalni.
- Trochę? To już za długo trwa. Gdzie ten cholerny samolot - syknęłam, niezadowolona z czekania. Miałam po dziurki w nosie siedzenie w tym miejscu i tych ludzi. Moje zwierze również podzielało moje zdanie, bowiem gdy usłyszał jakim tonem się odzywam, kłapnął głośno szczęką i zjeżył sierść na grzbiecie.
- Uspokój się, bo twoje zachowanie rozdrażnia wilka - szepnął Ian. - Poza tym, bilety nie były drogie, a Marty będzie czekał na nas w Denver - dodał, wyciągając nogi przed siebie.
- Okej, ale powiedz mi, dlaczego się przeprowadzamy tam, skąd się wyprowadziliśmy trzy lata temu?
- Zapomniałaś już o tym, co było? - odpowiedział pytaniem. - Tam stworzyliśmy nasz zespół, potem się rozleciał i to właśnie przez naszą przeprowadzkę. Teraz Marty i Tim tam mieszkają, no i mamy szansę ponownie wrócić na scenę. Z resztą, sama mi o tym kiedyś wspominałaś. Masz piękny głos i potrafisz wspaniale grać zarówno na gitarze jak i na skrzypcach. - Dodał, głaszcząc mnie po włosach.
- Eh, w pewnym sensie masz rację. Oni się zgodzili?
- Oczywiście - odparł i w tym momencie z głośników usłyszeliśmy wiadomość o naszym locie. Wstaliśmy z miejsc i ruszyliśmy w stronę bramki. Wilk wszedł ze mną na pokład maszyny i położył się pod moimi nogami. Lot nie był długi, więc nie nudziłam się i gdy już wysiedliśmy, zostaliśmy miło powitani przez Martiego i Tima. Potem jeszcze spędziliśmy na jeździe pół godziny i w końcu dotarliśmy do domu.
- No to teraz możemy powiedzieć, witajcie w domu ponownie - rzekł uśmiechnięty od ucha do ucha Tim i mocno mnie przytulił, potem to samo zrobił z moim bratem. Był wyższy od Iana, miał brązowe włosy i niebieskie oczy. Twarz miał pociągłą o dwudniowym zaroście. Ubrany w jeansową kurtkę i sztruksy, wyglądał na starszego od brata. Natomiast blond włosy Marty miał na sobie luźną koszulkę i szorty. Gdy się uśmiechał z prawej strony tworzył mu się na policzku dołeczek. Zawsze go lubiłam za jego szczerość i ciągle uśmiechniętą twarz. Nawet oczy śmiały się.
- Wiecie co, nawet nie musicie jechać do sklepu, zrobiliśmy wczoraj zakupy - mruknął blondyn.
- O, to świetnie - żachnęłam. - Wielkie dzięki chłopaki - dodałam i uścisnęłam każdego z osobna.
- Tylko się nie przyzwyczajajcie - prychnął Tim. - To jak, w następnym tygodniu będziemy mogli zacząć próby? - spytał.
- Tak, jutro muszę iść do dawnej szkoły - odparłam. - Zapisać się.
- Okej, to my już pójdziemy. Odpocznijcie - dodał Marty i razem z Timem skierowali się do samochodu. Kiedy odjechali weszliśmy do domu. Hol był duży i przestronny, ze schodami prowadzącymi na piętro, które zajęłam pospiesznie. Ian nic na to nie powiedział i ulokował się w sporym pokoju na parterze, obok kuchni. Na lewo od schodów urządziliśmy biblioteczkę połączoną z salonem, bowiem stamtąd można było wyjść do ogrodu. Dom otoczony jest wysokimi świerkami. Przed nim zaplanowano ozdobną kompozycję z białego kamyczka, czarnej kostki granitowej oraz z bukszpanów uformowanych w kule. W półcieniu dobrze również rosną różne odmiany hortensji oraz różanecznika, które to polecił nam zasadzić znajomy ogrodnik. Założona zieleń ma charakter reprezentatywny i dlatego też, od razu poczułam się jak w raju, gdy po raz pierwszy ujrzałam go na żywo. Całość znaleźliśmy w katalogu, lecz to nie to co teraz. Jest po prostu piękny. Wiem już, że będzie sprzyjał mojej wenie i będę mogła tworzyć nowe piosenki razem z Ianem.

A to zdjęcie, które zrobiłam, leniąc się wśród zieleni.